nic mi się nie chce.
Link 08.02.2012 :: 23:01
Co powiesz? (0)nie wiem co z tym zrobić, ale czar prysł.
zero motywacji do ruchu.
za to żrę.
jedyny sport jaki teraz uprawiam do doczłapywanie jakoś na uczelnię i z powrotem...
miałam jeździć na rowerku w czasie oglądania seriali, ale jakoś nie mogę się zmusić.
zamiast tego siadam tylko w fotelu i wpierdalam.
jutro egzamin ze staty, za tydzień poprawka z rachunkowości i trzeba brać się za siebie.
sporządzić jakiś plan i się go trzymać.
ile ja czasu marnuję! czas coś z tym zrobić.
odkąd przestałam się ruszać, stałam się taka obojętna, wszystko jest mi obojętne, mało mnie cieszy.
zumba jednak dodaje radości.
snuję się tak bez sensu i nic nie umiem na jutro... eh.
byłam w kinie na "w ciemności", polecam, chociaż osobiście mi czegoś tam zabrakło. ale tak to już jest jak człowiek lubi filmy o tej tematyce, naogląda się ich, a posunięcia i motywy bohaterów nowego filmu przestają być zaskakujące. człowiek obojętnieje.
ale film dobry. jak się komuś spodobał to polecam także film pt. "chłopiec w pasiastej piżamie" - też wyciskacz łez, może nawet lepszy...
aha i jeszcze pytanie do i-lose-weight-for-the-summer: jaki jest pełny adres Twojego bloga? bo jakoś nie mogę trafić.
69.
Link 09.02.2012 :: 23:21
Co powiesz? (0)poddałam się dziś pokusie i pożarłam chipsy.
a potem, gdy poszłam na zakupy i kupiłam pare ciuszków, znów wróciła ochota na wzięcie się za siebie.
dziś waga pokazała coś czego nigdy wcześniej nie widziałam
BRAVO!
przekroczyłam 69 kg.
zajebiście...
powrót do gry.
Link 12.02.2012 :: 23:10
Co powiesz? (0)walentynki wypadają, niestety, w tygodniu, jeśli chodzi o ten rok, także, z D. świętowaliśmy je wcześniej.
zmierzam do tego, że dostałam po raz kolejny seksowny ciuszek, tym razem sukienkę do wyjścia na zewnątrz. zwykle dostawałam jakieś sypialniane fatałaszki.
no i właśnie. 10 kg, co najmniej w dół jest kategorycznie, niezaprzeczalnie wymagane!
także, mimo, że opychałam się na weekend czekoladą itp.
to, wróciłam do zumby, spacerków i rowerka.
plan jest taki (na razie opcja dotycząca wro):
-rowerek, każdego dnia minimum 30 min,
- jak nie będzie Marty, pół godziny zumby, trzeba obczaić kiedy ma praktyki, albo cosik,
- raz w tygodniu siłownia, którą mam na zaliczenie na uczleni,
- jak się zrobi ciepło to bieganie,
- dużo wody,
-warzywa i owoce zamiast chipsów, ciasteczek i krakersów,
no to by było tak na razie i zobaczymy, kiedy najwcześniej będzie można się gdzieś w tej kiecce pokazać :D
uwagi.
Link 14.02.2012 :: 22:43
Co powiesz? (3)dziś: 30 min zumby, i nie jeździłam na rowerku, jakoś ten czas mi uciekł, a mogłam
trochę złapał mnie głód i zapychałam się warzywami (niestety, z patelni)
kolejny plan do wdrożenia to przywieźć sobie z domu blaszkę lub naczynie żaroodporne i wszelkiego rodzaju paluszki rybne czy krokiety, którymi się opycham, bo są gotowe i nie muszę nic robić poza podgrzaniem, będę je wsadzać do piekarnika zamiast na patelnię,
szkoda, że nie ma tu mikrofali, albo chociaż piecyka na prąd, ten tutaj jest na gaz, a ja masakrycznie takich rzeczy nie znoszę, zawsze się boję, że płomień zgaśnie i gaz będzie się ulatniał, a potem BUM! no, ale trzeba będzie się jakoś przekonać.
aha, druga rzecz - robić sobie kanapki na uczelnię, kiedy plan wskazuje na to, że będę tam siedzieć cały dzień. bez jedzenia się nie da, bo burczy w brzuchu na wykładach, co raczej nie jest komfortowe... dziś musiałam kupić batona, bo nic innego nie było w pobliżu, wczoraj seven days, bez sensu...
nie tylko ze względu na wagę muszę ograniczyć cukry, ale też ze względu na wzrok. mam wrażenie, że mi się pogorszył, tak więc trzeba zrezygnować z batoników etc. i naładować organizm witaminami pochodzenia warzywno - owocowego.
do dzieła.
i tak myślę, że pół godziny ćwiczeń dziennie to trochę za mało.
annoying.
Link 21.02.2012 :: 20:47
Co powiesz? (1)chciałam napisać mądry post, taki płynący prosto z serca, o moich uczuciach,
ale się kurwa, wkurwiłam,
bo kurwa, bla bla bla i hahahaha
no, nie idzie wytrzymać z tą dziewczyną i jej skypem!!!
do czerwca, potem już nigdy więcej współdzielenia pokoju! nigdy!